Zapraszamy do lektury wywiadu z Janem Filipowiakiem, blogerem i rysownikiem - satyrykiem. Jan współpracował między innymi z Newsweekiem.
KB: Czym jest Pana serwis Satyryk.pl?
JF: Serwis Satyryka założyłem w 2004 roku i od początku był, nie ma co ukrywać, moim pomysłem na wielką fortunę i sławę :). A tak na poważnie, był moim jednym z pierwszych eksperymentów sieciowych, powstał jako bardzo prosty statyczny sajt htmlowy w 2003 roku. Powrzucałem do niego większość rysunków, które walały się po mojej kawalerce w różnych kątach. Było mi zwyczajnie żal tych rysunków, z których byłem zadowolony i chciałem je zachować w formie cyfrowej. Wtedy też stawiałem pierwsze kroki jako webdesigner, więc to było nie lada przedsięwzięcie. Dopiero jak zacząłem ładować je do sieci zdałem sobie sprawę, że buduję portfolio i mogę to wykorzystać do współpracy z różnymi gazetami, portalami. Tak zakiełkowała w mojej głowie taka idea, że mogę przecież żyć i pracować jako rysownik. Od tamtego czasu dużo się zmieniło, bo przestałem być kawalerem, zmieniałem miejsca zamieszkania i mam syna, ale zauważyłem, że satyryk zmieniał się razem ze mną i ewoluował do postaci jaką ma teraz. To przyzwoity wordpressowy sajt, chyba po raz pierwszy z grafiką, która mnie zadowala, który właściwie od początku przynosił mi fajne niespodzianki w postaci ludzi, którzy się ze mną kontaktowali. Pamiętam jak zmiękły mi kolana, kiedy zadzwonił do mnie redaktor z Newsweeka z propozycją współpracy kilka lat temu. Robiłem też rysunki dla kilku innych gazet, dla wielu firm i praktycznie zawsze było to dzięki temu serwisowi. Ma on specjalne miejsce w mojej głowie, czasem zdarza mi się zapomnieć opłacić domenę na kolejny rok, powinniście widzieć ten popłoch jak pędzę do komputera robić przelew. To naprawdę ważny element mojej sieciowej tożsamości.
KB: Co daje grafikowi prowadzenie takiego serwisu-bloga?
JF: Satyryk daje mi poczucie, że mam miejsce gdzie mogę się wyszumieć i wypowiedzieć na trochę szersze spektrum tematów, nie tylko dotyczących prac designerskich i sieciowych. Zlecenia rysunkowe dla firm są zazwyczaj bardzo specyficzne. Klienci mają konkretne wymagania, często nawet do tego co ma być na rysunku, więc taki sajt daje mi możliwość skomentowania czegoś od siebie, a nie na zamówienie. Tak było, na przykład, przy okazji kryzysu w Libii, czy w ramach zwycięstw Justyny Kowalczyk. Sprawiało mi frajdę wypowiadanie się w formie rysunku. Ostatnio podłączyłem też serwis do Facebooka i czytelnicy mogą sobie ‘lajkować’ rysunki. Mam przez to parę wejść więcej. Zauważyłem też, że dał mi większą pewność siebie jako rysownikowi. Wcześniej rysowałem dla rodziny i znajomych, natomiast od czasu Satyryka rysuję dla obcych ludzi. Lubię komentować politykę, choć ostatnio zauważyłem, że im bardziej się starzeję tym mniej mnie to śmieszy. Bardziej wciągają mnie proste, codzienne sytuacje - takie perełki na ulicy. Moje studio graficzne się rozrasta, więc mam czasami pretekst, żeby uciec od codzienności deadlinów, faktur i klientów i sobie zwyczajnie poświntuszyć na jakiś temat.
KB: Parę słów o tym co Pana bawi, interesuje i inspiruje do rysowania.
JF: Jak wspomniałem, najbardziej to co dzieje się między ludźmi, w parkach, na skwerach, w sklepach. Mam trochę dość tej oficjalnej satyry polityczne. Uważam, że rysownicy o ugruntowanej pozycji skutecznie wypełniają tę przestrzeń. Ja mam taki czarny, gestapowski notesik i lubię sobie tam od czasu do czasu coś naszkicować, jak coś wypatrzę. Choć ostatnio widzę tylko głupie miny dorosłych, bo mam półtorarocznego synka, z którym często jestem między ludźmi, a ludzie dorośli niestety myślą, że najlepszą formą komunikacji z takim szkrabem jest robienie do niego idiotycznych min. Jestem tym tak samo zdziwiony jak on. Siłą rzeczy on też mnie trochę inspiruje do rysowania. No i czasami zdarzają się chwile oświecenia, takie jak na przykład, kiedy robiłem serię ilustracji do kalendarza dla wydawnictwa Helion. Tam inspiracją dla mnie było wielkie malarstwo, Breugel, Chagal, Van Gogh czy Rubens. To prawdziwe chwile uniesienia, bardzo rzadkie ale niezmiernie ciekawe.
KB: A proszę nam zdradzić jakiś trik rysownika.
JF: Eksperymentowałem z przeróżnymi technikami rysowniczymi, ale najlepiej czuję się ze zwykłym czarnym cienkopisem albo ołówkiem. Zawsze skanuję takie szkice do Photoshopa i tam sobie koloruję zależnie od potrzeb. Mam taki patent na łatwe kolorowanie. Otóż warstwę z czarnym szkicem na białym tle ustawiam na Multiply i daję pod nią warstwę białą z zerowym Kryciem, na której kładę kolory. To świetna i szybka metoda na wykończenie rysunku. Na osobnej warstwie daję też zazwyczaj cieniowanie i oświetlenie, jeśli chcę uzyskać większą głębię. W razie wykonywania bardziej wymagających prac, mam osobną warstwę na obiekty takie jak twarze czy podkładki z obrazkami jako punkty odniesienia. Mam świetny tablet Wacoma z różnymi końcówkami, który fajnie „gada” z pakietem CS3, na który się wykosztowałem trzy lata temu.
KB: Dziękujemy za rozmowę, życzymy wielu ciekawych inspiracji do rysowania i delikatnie sugerujemy wypróbować pakiet CS 5.5 np. w metodzie subskrypcji (chyba nie będzie drogo)
A czytelnikom polecamy odwiedzać regularnie blog: http://www.satyryk.pl
The blog owner requires users to be logged in to be able to vote for this post.
Alternatively, if you do not have an account yet you can create one here.
Powered by Vote It Up