D jak Vladimir Dubko

Prezentujemy kolejny artykuł z serii „Alfabet Designerów”. Tym razem jest to artysta tworzący seksownie-prowokujące grafiki w stylu białoruskim ;-)

Jeśli podczas przeglądania ekskluzywnych katalogów i pism poświęconych modzie Waszą uwagę przyciągną wyrafinowane ilustracje przypominające misterne hafty, ażurowe konstrukcje o strukturze płatka śniegu czy wyglądające znajomo ludowe koronki - bardzo prawdopodobne, że ich autorem jest bohater niniejszego artykułu. Vladimir Dubko nie ukrywa swojego wschodnioeuropejskiego pochodzenia. Białoruski artysta podbił serca wydawców i miłośników designu, pokazując im dotychczas nieznane, pełne przepychu, ale też tajemnic, oblicze tej części świata.

Po ukończeniu studiów z zakresu komunikacji wizualnej na uniwersytecie w Witebsku, Vladimir Dubko przeniósł się do Moskwy, gdzie pełnił funkcję dyrektora artystycznego tamtejszego oddziału Young&Rubicam - słynnej amerykańskiej agencji reklamowej, świętującej w tym roku 88-lecie istnienia. Prawdziwą trampoliną do sukcesu Dubki okazał się trzyletni pobyt we Włoszech. Przez ten czas, jako stypendysta Centrum Badań Nad Komunikacją Benettona, artysta rozwijał swoje umiejętności biorąc udział w powstawaniu kolejnych kampanii reklamowych firmy, która, jak żadna inna, zasłynęła sposobem promowania swych produktów w mediach. Będąc członkiem międzynarodowego zespołu designerów, eksperymentując z różnymi dyscyplinami, pod okiem specjalistów zdobywał doświadczenie na każdym etapie pracy- od projektowania multimedialnego po przygotowanie ilustracji do druku. Poza warsztatami z reklamy, był to także okres wytężonej pracy nad własnymi projektami i szlifowania niepowtarzalnego stylu, który Omar Vulpinari - szef centrum - określił jako seksownie prowokujący, wprowadzający niepokój, ale też nieco dziwaczny - balansujący na granicy designu i sztuki.

Styl Dubki dzisiaj, to wypadkowa wieloletnich prób podporządkowania technologii własnemu językowi plastycznemu i odciśnięcia indywidualnego piętna na cyfrowym dziele. Faktycznie - złożone kompozycje, szczegółowością i ornamentyką przywodzące na myśl klejnoty koronne carów czy jaja Faberge, łatwo odebrać jako coś wyjątkowego - jedyną w swoim rodzaju, ręczną, limitowaną produkcję - zapominając, że, jak wszystkie ilustracje powstałe na monitorze komputera, także i one mogą być powielane bez końca.

Co na ten temat mówi sam projektant? - Cieszą mnie opinie ludzi, którzy widzą wspólny pierwiastek między tymi pracami, a ilustracjami, które powstały sto czy dwieście lat temu - chodzi nie o technologię, a o specyficzny, bezpośredni sposób oddziaływania na widza. Projektanci zbyt często traktują komputery i wyszukany software jako sposób na przyspieszenie pracy i kopalnię gotowych rozwiązań. Dla mnie to narzędzie jak każde inne - nie może mnie zdominować, nawet jeśli to oznacza spędzenie nad jednym projektem kilkuset godzin, zamiast kilkunastu.

Niechętny gotowym rozwiązaniom, Vladimir Dubko z jednakowym dystansem podchodzi do nadawania swoim pracom “patyny” za pomocą tanich sztuczek. - Nie interesują mnie plug-iny i pędzle udające tradycyjne techniki, jak tusz, akwarela czy pastel. Nie zamierzam udawać, że nie pracuję przy pomocy komputera. Zależy mi raczej na tym, aby osiągnięty w ten sposób finalny efekt wywoływał takie same emocje jak obraz, rzeźba czy fotografia. W poszukiwaniu właściwego sposobu ekspresji, Dubko przeanalizował wiele dzieł sztuki, odkrywając, że tworzone ludzką ręka ornamenty zawierają pewne błędy, nieregularności i asymetrie - przez co oglądanie ich nie męczy, gdyż wzrok wędruje po płaszczyźnie obrazu wciąż natykając się na coś nowego. Przeprowadzone przez niego próby implementacji błędów na obraz cyfrowy zakończyły się niepowodzeniem, wiec projektant kieruje wzrokiem oglądającego w inny sposób - wprowadzając coraz większą masę detali w swoich pracach, przy jednoczesnym zakłócaniu monotonii wzoru przypadkowo rozmieszczonymi elementami. Daje to w efekcie intrygującą, zachęcającą do odkrywania krok po kroku całość.

Patrząc na ukończone obrazy, nie dziwi fakt, że bogactwem ilustracji Dubki zainteresował się próżny świat mody. Trudno o bardziej adekwatne połączenie - wykwintności z ogólnodostępnością, nowoczesności z tradycją, biznesu - ze sztuką. Zresztą ta sympatia jest odwzajemniona. Od początku kariery zawodowej artysta współpracował z wydawnictwami modowymi. Po powrocie z Włoch był ilustratorem moskiewskiego magazynu Fashion Collection, ale też FAB magazine, Forbes Style Russia, Maybelline NY czy L’Oreal Paris. W wyniku tej inspiracji powstały cykle “Clips&Heels” i “Count to Nine”- zestawy ilustracji prezentujących związki świata mody i sztuki. Surrealistyczny, baśniowy nastrój, bogate wzornictwo i faktury, to kwintesencja możliwości Dubki, który jakiś czas temu wyprowadził się do Chin, gdzie początkowo pracował dla Lane Crawford (Hongkong), a obecnie mieszka w Szanghaju, zajmując stanowisko dyrektora artystycznego w agencji McCann Eriksson. Od jakiegoś czasu, znudzony wirtualnym środowiskiem pracy, projektant wycina swoje skomplikowane kompozycje w drewnie, przez co zyskują one zupełnie nowe oblicze. Czy ta niekonwencjonalna sztuka Vladimira Dubki przetrwa próbę czasu? Omar Vulpinari jest o to spokojny. - Dubko pokazuje projektantom, jak czerpać inspirację ze swojej tożsamości kulturowej, z tego, co nam najbliższe - a takiego podejścia, we współczesnym, homogenicznym świecie, najbardziej nam potrzeba.

Strona internetowa Vladimira Dubki: http://www.vladimirdubko.com

Autor:

Łukasz Smutek

Autor animacji i instalacji multimedialnych. Z grafiką i projektowaniem związany zawodowo – ukończył wydział artystyczny uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, w pracowni grafiki projektowej i serigrafii. Obecnie prowadzi zajęcia w ramach Koła Naukowego Sztuki Mediów Cyfrowych na macierzystej uczelni.

Kontakt: lukaszsmutek@gmail.com


Podziel się